<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Zasady w biznesie</title>
	<atom:link href="http://www.przyjazneinnowacje.pl/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.przyjazneinnowacje.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Tue, 03 Apr 2012 13:24:09 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Słuchaj uważnie, ucz się codziennie nowych rzeczy</title>
		<link>http://www.przyjazneinnowacje.pl/uczyn-to-pieknym/sluchaj-uwaznie-ucz-sie-codziennie-nowych-rzeczy</link>
		<comments>http://www.przyjazneinnowacje.pl/uczyn-to-pieknym/sluchaj-uwaznie-ucz-sie-codziennie-nowych-rzeczy#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Apr 2012 13:24:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uczyń to pięknym]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://przyjazneinnowacje.pl/?p=205</guid>
		<description><![CDATA[Wierzę, że najlepszym sposobem na dobrą organizację i produktywność jest posługiwanie się listą rzeczy do zrobie­nia. Ja codziennie, każdego ranka, robię taki spis. Zawsze pierwszą pozycją na liście jest czynienie życia lepszym. Ciągle zadaję sobie pytanie, w jaki sposób mogę poprawić życie mo­ich klientów, kolegów, akcjonariuszy, mojej rodziny i przyja­ciół. Ulepszenie ich życia jest dla [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div>
<p>Wierzę, że najlepszym sposobem na dobrą organizację i produktywność jest posługiwanie się listą rzeczy do zrobie­nia. Ja codziennie, każdego ranka, robię taki spis. Zawsze pierwszą pozycją na liście jest czynienie życia lepszym. Ciągle zadaję sobie pytanie, w jaki sposób mogę poprawić życie mo­ich klientów, kolegów, akcjonariuszy, mojej rodziny i przyja­ciół. Ulepszenie ich życia jest dla mnie ważne, bo dzięki temu zwiększa się także komfort mojej egzystencji.</p>
<p>Piękny list, jaki przeczytasz poniżej, otrzymałam w czasie moich kłopotów prawnych. Choć był to okres wielkiego stre­su, lektura tego listu pozwoliła mi na jakiś czas zapomnieć o problemach i umożliwiła skoncentrowanie się na moim trwałym priorytecie &#8211; sercu i duszy mojego biznesu, firmie, którą zbudowałam wokół moich poglądów na temat roli do­mu, nobilitacji gospodyni domowej i radości, która wynika z prostych, przyjemnych zajęć, takich jak obserwacja ptaków lub sadzenie i zbieranie pomidorów.</p>
<p><em><strong>Droga Marto!</strong></em></p>
<p>Właśnie wróciłam z codziennego spaceru. Byłam na nim około 75 minut! Postanowiłam odpocząć, zanim pójdę do kuch­ni piec z mąki kukurydzianej chleb do chili, które będziemy mieć na lancz. Z miejsca przy komputerze widzę nasz ogród. Wreszcie zaczyna nabierać charakteru. Drzewa już nie wyglądają, jakby były posadzone wczoraj. W jednym z domków dla ptaków strzy­żyk buduje gniazdo. Wczoraj, w ciągu 20 minut, naliczyłam 10 gatunków ptaków w naszych karmnikach. Widziałam już w mo­im ogrodzie ponad 48 gatunków ptaków, włącznie z rzadko spo­tykanymi kowalikiem i sokołem. Na szczęście kiedy sokół się po­jawił, kowalika nie było w ogrodzie. Zastanawiam się nad poło­żeniem podłogi z bambusa. Słyszałam, że to jest przyjazne dla środowiska i bardziej trwałe niż dąb czy klon.</p>
<p>Przed odkryciem Twojego czasopisma i programu telewizyjne­go nie robiłam żadnej z tych rzeczy. Widzisz, wiele lat temu ode­szłam z pracy w bibliotece teologicznej. Uświadomiłam sobie, że nauczyłam się tam wszystkiego, co mogłam. Przyszedł czas, aby spróbować czegoś innego. Dobrym posunięciem byłoby znalezie­nie innej pracy, zanim odeszłam, ale nie zrobiłam tego. Tak więc siedziałam w pustym domu, zastanawiając się, co robić. Moi przyjaciele dziwili się, co się dzieje. Pytano mnie, czy przesiaduję całymi dniami w domu, zajadając cukierki. Zaprzeczałam. Nie kłamałam &#8211; przegryzałam mieszankę orzechów z bezpestkowymi winogronami i niekiedy siedziałam na zewnątrz.</p>
</div>
<div>
<p>Ale ciągle nie miałam pojęcia, co robić dalej. Włączałam więc telewizor i oglądałam mnóstwo bezsensownych rzeczy, które pojawiają się na antenie w tej skrzynce dla idiotów w ciągu dnia. Podczas bezmyślnego skakania po kanałach, trafiłam na półgodzinny program. Natychmiast zwrócił moją uwagę, ponieważ kobieta prowadziła go z sensem i mówiła o czymś, co chciałam wiedzieć i czego chciałam się nauczyć. Połknęłam haczyk. Każdego dnia robiłam przerwę w nierób­stwie, aby obejrzeć kogoś, kto robił coś wartościowego. Tą ko­bietą, robiącą coś wartościowego, byłaś Ty.</p>
<p>Z każdym mijającym dniem, stopniowo, wychodziłam z apatii i stopniowo zaczynałam nowe życie. Gotowałam we­dług Twoich przepisów, przemalowałam pokoje i posadziłam sześć odmian pomidorów w ogrodzie. Kosztowaliśmy ich ra­zem z mężem i nie mogliśmy się zdecydować, które nam naj­bardziej smakują. Zawęziliśmy nasz wybór do dwóch odmian.</p>
<p>Myślę, że dużo zawdzięczam Tobie i Twoim pracownikom — piękny ogród, chleb domowego wypieku, pomysły na odnowie­nie domu i nawet moją przyszłość. Widzisz, w czasie kiedy czy­tałam Twoje czasopisma, oglądałam Twój program i pracowa­łam nad projektami przez nie zainspirowanymi, odkryłam, co chcę zrobić z moim życiem. Nieco później, dzisiaj po popołu­dniu, usiądę i zacznę to robić. Będę pracować nad trzecią wer­sją mojej książki. Wydawca powiedział, że to normalne, aby przerabiać pierwszą powieść kilka razy.</p>
<p>Martho, bez względu na to, co przyniesie przyszłość, pamię­taj, że zmieniłaś życie ludzi na lepsze. Czekam na kolejne nu­mery Twoich czasopism. Och, muszę kończyć! Zaczyna się Twój program! Spytaj, kogo chcesz, nigdy go nie przegapiam. Nawet dla Ciebie! Z serdecznością, Paulette Myers Dubuque, IA</p>
</div>
<div>
<p>Takie listy utwierdzają mnie w słuszności tego, co robię. Przypominają mi, że musimy utrzymywać nasze wysokie standardy i jakość działania bez zarzutu, aby tacy ludzie jak Paulette umieli zmienić swoje życie i aby stawało się ono piękniejsze.</p>
<p>„Uczyń to piękniejszym&#8221; jest zaklęciem, które powtarzam kilka razy dziennie. Mówię to swoim redaktorom, kiedy przy­gotowują makiety czasopisma. Powtarzam to dyrektorom ar­tystycznym, kiedy stoimy przed ścianą i próbujemy wybrać „właśnie to&#8221; zdjęcie na okładki naszych czasopism. Mówię to do szefów kuchni tworzących nowe przepisy w kuchniach te­stowych. Słyszą to też ode mnie styliści, którzy przygotowują pomieszczenia do sesji o dekorowaniu. Mówię to do kierow­nika świateł w studiu telewizyjnym, kiedy przygotowujemy się do zdjęć. Do znudzenia powtarzam to za każdym razem, kie­dy spotykam się z zespołem, który projektuje tysiące naszych wyrobów. „Czy to jest filiżanka do kawy, która Cię uszczęśli­wi? Czy to jest wzór, który chciałbyś kupić do swojej kuchni czy domu? Czy to jest prześcieradło, jakie chciałbyś mieć na łóżku swoim lub swojego dziecka? Myślisz, że to jest pięk­ne?&#8221;. Jeśli odpowiedź brzmi „nie&#8221;, lub jest niejasna &#8211; być może wyrób ten nie powinien być produkowany, nie powi­nien opuścić stołu projektanta, bo nie ma na niego miejsca w życiu naszych klientów.</p>
<p>„Uczyń to pięknym&#8221;. To jest coś, do czego każdy powi­nien dążyć, bez względu na produkt, plan, projekt. To powin­no być wyrażenie, o którym każdy przedsiębiorca pamięta i które powtarza.</p>
</div>
<div>
<p>Przedstawiłam Ci w tej książce wspaniałych przedsiębior­ców, którzy w jakiś sposób upiększyli świat swoich klientów. Marc Morrone oferuje urodę swoich pięknych, rozpieszczo­nych zwierzaków i wielką wiedzę o nich. Z pomocą Airborne, klienci Victorii Knight-McDowell mogą wdychać piękne aro­maty róż, sosen, i świeżo pieczonego chleba, bo ich nosy nie są zatkane katarem. Doktor Brenet Ridge chce mieć pew­ność, że jego klienci mogą słyszeć piękną muzykę i nie cier­pią tak jak Beethoven. A Eva Scrivo, dzięki opiece, jaką za­pewnia jej salon, pomaga swoim klientom wyglądać pięknie, zarówno w lustrze, jak i od środka.</p>
<p>Myślę z tkliwością o tych wizjonerskich przedsiębiorcach, którzy zainspirowali mnie osobiście: Julia Child, Bill Gates, Steve Jobs, Estee Lauder, Larry Page, Walt Disney, Henry Ford, Pierre Omidyar, Sergey Brin i Ralph Lauren. Mam na­dzieję, że moje rady i zachęty zainspirują także Ciebie. Chcia­łabym, żebyś szukał własnych mentorów, którzy pomogą Ci sterować Twoim biznesem wśród trudnych prądów, uzmysła­wiając jednocześnie, że to wszystko jest naprawdę interesują­ce i zabawne.</p>
<p>Jako przedsiębiorca przewiduję, iż Twoją największą rado­ścią będzie przeświadczenie, że robisz coś dobrego, coś war­tego zachodu, użytecznego, praktycznego i wartościowego &#8211; i coś pięknego. Zwracaj uwagę na jakość w świecie, w którym ona często podupada. Słuchaj swoich klientów w świecie, gdzie wartość biznesu jest często ignorowana. Stań się sza­nowanym ekspertem w świecie, który jest przepełniony infor­macją, ale w którym brakuje odpowiedzialnych źródeł „naj­lepszej&#8221; rady. Ufam, że poczujesz tę energię przychodzącą z oddania się pasji i będziesz miał trudności, próbując od­dzielić pracę od życia, ponieważ praca będzie Cię tak bardzo cieszyć.</p>
</div>
<div>
<p>Jestem bardzo dumna, kiedy myślę o stosach pięknych zdjęć, pomysłów i produktów, które moja firma wniosła w życie naszych czytelników, widzów i klientów. Dla nas prowadzenie domu jest sztuką, a zarazem celebracją życia &#8211; rodziny, przy­jaciół, dobrego jedzenia i oryginalności. Dom powinien być miejscem radości, miejscem, w którym odnajduje się komfort i oczywiście miejscem, w którym gości piękno.</p>
<p>Bez względu na to, jaki jest Twój „świetny pomysł&#8221; i jak bardzo Cię pasjonuje czy też jaki rodzaj biznesu prowadzisz lub zamierzasz prowadzić &#8211; kieruj się moimi radami, a odnie­siesz sukces. I na zakończenie, ale nie na końcu, pamiętaj &#8211; uczyń to pięknym!!!</p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyjazneinnowacje.pl/uczyn-to-pieknym/sluchaj-uwaznie-ucz-sie-codziennie-nowych-rzeczy/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jeśli słowo ryzyko czyni Cię nerwowym</title>
		<link>http://www.przyjazneinnowacje.pl/podejmuj-ryzyko-nie-licz-na-przypadek/jesli-slowo-ryzyko-czyni-cie-nerwowym</link>
		<comments>http://www.przyjazneinnowacje.pl/podejmuj-ryzyko-nie-licz-na-przypadek/jesli-slowo-ryzyko-czyni-cie-nerwowym#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Apr 2012 13:22:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podejmuj ryzyko, nie licz na przypadek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://przyjazneinnowacje.pl/?p=202</guid>
		<description><![CDATA[Dla mnie dobrze ocenione ryzyko jest inwestycją w siebie i w moich pracowników. Za beztroski przypadek uznałabym, gdybyś nagle zgodził się połączyć swoją firmę z firmą kogoś, kto siedział obok Ciebie w samolocie w czasie długiego lotu i kto, w jakiś szczególny sposób zrobił na Tobie wrażenie. Do­brze ocenione ryzyko wymaga dokładnego prześledzenia deta­li, przeanalizowania [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div>
<p>Dla mnie dobrze ocenione ryzyko jest inwestycją w siebie i w moich pracowników. Za beztroski przypadek uznałabym, gdybyś nagle zgodził się połączyć swoją firmę z firmą kogoś, kto siedział obok Ciebie w samolocie w czasie długiego lotu i kto, w jakiś szczególny sposób zrobił na Tobie wrażenie. Do­brze ocenione ryzyko wymaga dokładnego prześledzenia deta­li, przeanalizowania liczb, spędzenia czasu z przyszłym partne­rem, zrozumienia go, poznania stylu i wartości jego biznesu. Tylko wtedy możesz zdecydować, czy jest to mądra inwestycja.</p>
<p>Kiedy planujesz biznes albo go rozwijasz, trudno zdecydo­wać się, jakiego rodzaju inwestycje są potrzebne. Oto kilka wskazówek.</p>
<p>Po pierwsze, inwestuj w siebie. Poświęć czas i pieniądze na zgłębienie wszystkich detali Twoich zainteresowań, aż staniesz się ekspertem. Kiedy poczujesz się już specjalistą, nie spędzaj zbyt dużo czasu na zajmowaniu się swoją pasją. To może być ekscytujące, ale czas to pieniądz. Musisz widzieć swoją drogę perspektywicznie. Musisz poświęcić potrzebny czas i środki, aby rozwinąć swoją wiedzę, czy to formalnie, czy też nie. Bill Gates wiele zaryzykował, inwestując w swoją wizję i porzuca­jąc Harvard, by zrealizować swoje marzenia. Z drugiej strony Susan Hanneman podjęła wykalkulowane ryzyko, kończąc pracę z nami jako redaktor i wracając do szkoły, aby otrzymać dyplom MBA i mieć większe możliwości w swoim zawodzie. To były dwa dobre wybory. Oczywiście każda sytuacja jest inna, wyjątkowa i stanowi odrębne wyzwanie.</p>
</div>
<div>
<p>Kiedy pracowałam nad wizją książki Entertainment, na­uczyłam się wszystkiego, czego mogłam, o fotografowaniu żywności, wzornictwie książki, drukarstwie i prezentacji żyw­ności. Gdybym słuchała wielu negatywnych komentarzy do­tyczących wydania tego typu książki, mój projekt nigdy nie ruszyłby z miejsca. Wiedziałam, czego chcę i jak ma to wy­glądać. Nie byłam profesjonalnym fotografem, ale nauczyłam się, jak działają różne aparaty fotograficzne, jakiego rodzaju zdjęcia można nimi robić. Poznałam techniki oświetleniowe najbardziej odpowiednie do otrzymania efektów, jakie chcia­łam uzyskać w mojej książce. Spędziłam wiele czasu, ogląda­jąc albumy malarstwa i fotografii, aby nauczyć się, jak ekspo­nować zdjęcia w najbardziej interesujący sposób. Rozumia­łam, że aby osiągnąć cel, muszę nauczyć się tak wiele, jak tylko możliwe na temat tych umiejętności i technik. Nie mo­głabym i nie chciałabym udawać, że posiadam tę wiedzę.</p>
<p>To był kluczowy element pogadanek na temat biznesu, ja­kie prowadziłam dla współwięźniarek w Alderson. Powiedzia­łam im, aby rozpoczęły od wiary w siebie. Wiedzy, że jesteś silna, zdolna i możesz zrobić wszystko, do czego zechcesz się przyłożyć. Kiedy sobie to uświadomisz i zidentyfikujesz swo­je zainteresowania, inwestuj w siebie. Ustal, jaka wiedza jest Ci potrzebna, jakiego rodzaju doświadczenia i umiejętności będziesz potrzebować do robienia tego, co Cię interesuje i co zapewni Ci utrzymanie. Nie traktuj tego jak czekania na oka­zję czy odsiadywania szkolenia &#8211; traktuj to jako inwestowanie w swoją przyszłość. Ta przyszłość będzie bardziej owocna i satysfakcjonująca dzięki dobrze skalkulowanemu ryzyku, które podejmujesz dzisiaj. Jeśli będziesz kierować się swoimi zainteresowaniami i podejmiesz pracę w dziedzinie, którą lu­bisz &#8211; nie będziesz czuł, że pracujesz.</p>
</div>
<div>
<p>Wracam myślami do przyjemności, jaką wiele lat temu da­wała mi praca modelki. Lubiłam pozować do zdjęć, ale czy mogłam przypuszczać, że pewność siebie, jakiej nauczyłam się podczas stania przed obiektywami, będzie wiele lat póź­niej przynosić pożytki w moim biznesie? Przypomina mi się też inny szczegół, o którym Steve Jobs wspomniał w przemó­wieniu na uniwersytecie Stanford. Powiedział studentom, że kiedy porzucił studia, zafascynowała go kaligrafia i aby się jej nauczyć, poszedł na kurs. Był zauroczony tą piękną formą pi­sma. Dzisiaj uważa, że owo zainteresowanie przyczyniło się do tego, że komputery Macintosh wyróżniają się spośród in­nych typografią.</p>
<p>Po drugie, kiedy zainwestujesz we własne wykształcenie, zanim zdecydujesz co dalej, wyjmij swój teleskop. Nastaw obiektyw na długoterminowe plany i zainwestuj w to, co po­może Ci je zrealizować, nawet jeśli wymaga to krótkotermi­nowych wyrzeczeń.</p>
<p>Na przykład aby zostać architektem i samodzielnie zapro­jektować jakiś budynek, trzeba mieć wiele lat doświadczenia i odbyte nisko płatne praktyki budowlane. Miasta takie jak Nowy Jork czy Los Angeles są wypełnione ludźmi marzącymi o karierze aktorskiej, którzy pracują w restauracjach i miesz­kają wspólnie, aby móc opłacić kursy aktorskie i mieć czas w ciągu dnia na wzięcie udziału w castingach. Wszyscy liczą na wielką, zmieniającą życie szansę i myśl o tym jest tak eks­cytująca, że wszystkie poświęcenia są warte tej stawki.</p>
<p>Na drodze do stawania się przedsiębiorcą przychodzi mo­ment, kiedy wiesz, w którą stronę chcesz podążyć. Przyglą­dasz się dokładnie temu, co jest potrzebne, aby tam dotrzeć, i  ruszasz w drogę, która na początku bardziej przypomina studencką wycieczkę po Europie niż pierwszej klasy podróż Orient Expressem. W 1990 roku, kiedy przekonałam Time Warner do wydania mojego pierwszego czasopisma „Martha</p>
</div>
<div>
<p>Stewart Living&#8221;, firma wielkodusznie ofiarowała nam coś, co w moim przeświadczeniu było absolutnie najgorszym po­mieszczeniem biurowym w całym budynku Time-Life na Manhattanie. Jedną z wielu rzeczy, jakie bawią mnie w wyda­waniu czasopism, jest to, że, przy wszystkich tych estetycz­nych, luksusowych zdjęciach z przejrzystych rozkładówek, firmy produkujące to całe piękno często mieszczą się w zatło­czonych, bezbarwnych kanciapach, pękających w szwach od stosów książek, gazet, katalogów, zdjęć, notatek, materiałów prasowych i makiet poprzypinanych do ścian.</p>
<p>W tym początkowym okresie, kiedy staraliśmy się poka­zać, co umiemy, wiele czasu spędziłam z Gael Towey i Isolde Motley &#8211; moim pierwszym redaktorem, ustawicznie potrąca­jąc się w naszym zatłoczonym, przegrzanym i dusznym biu­rze w budynku Time-Life. Pokoje biurowe znajdowały się bezpośrednio nad piętrem z urządzeniami grzewczymi i wen­tylacyjnymi. Biura wibrowały, a znajdujące się piętro niżej maszyny dosłownie ogrzewały podłogę. Wciąż jeszcze pamię­tam, jak puchły mi stopy za każdym razem, kiedy dłużej pra­cowałam w biurze.</p>
</div>
<div>
<p>Tak, myślę o tych dniach z czułością. Próbowaliśmy coś udowodnić &#8211; naszemu wydawcy, sobie samym, światu. Byli­śmy grupą entuzjastycznych, energicznych przedsiębiorców i nie dopuszczaliśmy myśli, aby takie drobiazgi jak małe biu­ro czy nawet spuchnięte stopy przeszkodziły naszym marze­niom. Oszczędzaliśmy na wszystkim, co nie wpływało na ja­kość produkcji. Nie narzekaliśmy na pomieszczenia, bo chcieliśmy namówić naszego wydawcę na zwiększenie wydat­ków na fotografie i projekty graficzne. To były cele, jakie chcieliśmy osiągnąć. Podjęliśmy dobrze skalkulowane ryzyko, chwilowo wyrzekając się osobistych wygód, a w zamian bu­dując coś, co miało być trwałe i co miało z nawiązką wyna­grodzić nas osobiście i zawodowo. I dokładnie tak się stało. To samo może spotkać Ciebie, jeśli mądrze w siebie zainwe­stujesz.</p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyjazneinnowacje.pl/podejmuj-ryzyko-nie-licz-na-przypadek/jesli-slowo-ryzyko-czyni-cie-nerwowym/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ta „życiowa okazja&#8221; nie jest ostatnia</title>
		<link>http://www.przyjazneinnowacje.pl/podejmuj-ryzyko-nie-licz-na-przypadek/ta-%e2%80%9ezyciowa-okazja-nie-jest-ostatnia</link>
		<comments>http://www.przyjazneinnowacje.pl/podejmuj-ryzyko-nie-licz-na-przypadek/ta-%e2%80%9ezyciowa-okazja-nie-jest-ostatnia#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Apr 2012 13:21:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podejmuj ryzyko, nie licz na przypadek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://przyjazneinnowacje.pl/?p=200</guid>
		<description><![CDATA[Co by się stało, gdybym nie zaryzykowała i powiedziała „nie&#8221;? Znam odpowiedź na to pytanie. Robiłabym coś inne­go, równie interesującego i wyjątkowego. Zauważyłam, że niedoświadczeni ludzie interesu niekiedy podejmują błędne decyzje, bo boją się, że podobna okazja więcej się nie nadarzy i że będą żałować przez resztę swojego życia. To rzadko, jeśli w ogóle kiedykolwiek, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div>
<p>Co by się stało, gdybym nie zaryzykowała i powiedziała „nie&#8221;? Znam odpowiedź na to pytanie. Robiłabym coś inne­go, równie interesującego i wyjątkowego. Zauważyłam, że niedoświadczeni ludzie interesu niekiedy podejmują błędne decyzje, bo boją się, że podobna okazja więcej się nie nadarzy i że będą żałować przez resztę swojego życia. To rzadko, jeśli w ogóle kiedykolwiek, jest prawda.</p>
<p>Warren Buffett, błyskotliwy i odnoszący zadziwiające suk­cesy finansista, często powtarza cenną radę na temat inwe­stowania, która także może odnosić się do biznesowych oka­zji. Używa analogii do bejsbolu: „Zasada do trzech razy sztu­ka nie obowiązuje w inwestowaniu&#8221;. Mówiąc po prostu, nawet jeśli stracisz okazję, nikt nie odwoła Cię z gry.</p>
<p>Nigdy nie powinieneś podejmować się czegoś, czego nie jesteś pewien, czy też czegoś, do czego nie jesteś przygoto­wany, tylko dlatego, że wydaje Ci się to niepowtarzalną oka­zją. Okazje się powtarzają. Najpierw przygotuj się emocjo­nalnie i intelektualnie, a wtedy będziesz w stanie odróżnić strzał na chybił trafił od dobrze ocenionego ryzyka. Staniesz się także bardziej świadomy, że świat jest pełen różnego ro­dzaju interesujących okazji. Podejmowanie ryzyka napawa niepokojem, więc jeśli zamartwiasz się i masz wątpliwości, daj sobie spokój, pozwól okazji przejść. Inna z pewnością nadejdzie.</p>
</div>
<div>
<p>Nie jest tajemnicą, że jestem kolekcjonerką, zbieraczką wielu rzeczy, począwszy od antyków, na kuchennym kiczu skończywszy. Uwielbiam historie moich kolekcji &#8211; różnorod­ność użytych materiałów, drobne różnice i detale sprawiające, że jeden obiekt jest rzadszy niż inny. Ponieważ tak wciąga mnie kolekcjonowanie, ku mojemu zdumieniu szczegółowo pamiętam każdy spotkany przedmiot, który mnie zachwycił i któremu pozwoliłam się wymknąć. Zamykam oczy i widzę dokładnie stos naczyń Spode&#8217;a, z serii Blackbird, którym 41 lat temu pozwoliłam pójść do innego licytującego w czasie małej aukcji na Hudson River. Cierpię, że nie nabyłam wspa­niałego przykładu meblarstwa amerykańskiego na innej au­kcji w Worthington, Massachusetts w 1966 roku. Ciągle też jestem rozdrażniona, że całkiem niedawno odmówiłam zaku­pu niewiarygodnego, rzymskiego brązu z 100 A.D., który oferował mi szwajcarski handlarz antyków. Zwlekałam, stra­ciłam okazję i bardzo tego żałuję. Prawdopodobnie ten przedmiot nie pojawi się na rynku za mego życia, ale gdyby tak się stało, to jestem gotowa z książeczką czekową w ręku.</p>
<p>Zapytaj mnie o stracone okazje inwestycyjne czy też biz­nesowe, których żałuję. Mogę uczciwie powiedzieć, że ledwie je pamiętam. Przez lata wiele osób przedkładało nam intere­sujące niekiedy propozycje. W niektóre zainwestowaliśmy, w inne nie. Powód, dla którego zatarły się w mojej pamięci, jest taki, że nie było w nich niczego rzadkiego albo niezwy­kłego. Jesteśmy narodem wspaniałych, twórczych i innowa­cyjnych ludzi i nowe okazje zawsze się pojawiają. Nigdy nie wypadasz z gry po prostu dlatego, że nie podjąłeś ryzyka, kiedy nadarzała się okazja. Przy ocenianiu swoich wyborów pamiętaj, że okazje biznesowe nie przypominają rzadkich obiektów nabywanych do prywatnych zbiorów. Są to dyna­miczne i plastyczne całości, które pojawiają się i znikają, mo­gą się zmieniać i być zaadaptowane do aktualnych potrzeb. Nigdy nie trać czasu na pomysły, których nie zrealizowałeś w porę. Zamiast tego skup swoją energię na przygotowaniu się do następnej okazji.</p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyjazneinnowacje.pl/podejmuj-ryzyko-nie-licz-na-przypadek/ta-%e2%80%9ezyciowa-okazja-nie-jest-ostatnia/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy byłam gotowa przebić Trumpa?</title>
		<link>http://www.przyjazneinnowacje.pl/podejmuj-ryzyko-nie-licz-na-przypadek/czy-bylam-gotowa-przebic-trumpa</link>
		<comments>http://www.przyjazneinnowacje.pl/podejmuj-ryzyko-nie-licz-na-przypadek/czy-bylam-gotowa-przebic-trumpa#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Apr 2012 13:21:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podejmuj ryzyko, nie licz na przypadek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://przyjazneinnowacje.pl/?p=198</guid>
		<description><![CDATA[Przemysł rozrywkowy jest pełen przedsiębiorców kochają­cych ryzyko. Ludzie niekoniecznie myślą o aktorach, reżyse­rach i producentach jako przedsiębiorcach, ale oni nimi są. Przychodzi im do głowy „świetny pomysł&#8221;, opracowują go, inwestują, hołubią i próbują sprzedać odbiorcom. Jeśli im się uda, mogą odnieść ogromny sukces finansowy i zdobyć sła­wę. Jeśli nie, niektórzy z nich znikają bez wieści. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div>
<p>Przemysł rozrywkowy jest pełen przedsiębiorców kochają­cych ryzyko. Ludzie niekoniecznie myślą o aktorach, reżyse­rach i producentach jako przedsiębiorcach, ale oni nimi są. Przychodzi im do głowy „świetny pomysł&#8221;, opracowują go, inwestują, hołubią i próbują sprzedać odbiorcom. Jeśli im się uda, mogą odnieść ogromny sukces finansowy i zdobyć sła­wę. Jeśli nie, niektórzy z nich znikają bez wieści. Moja decy­zja współpracy z Markiem Burnettem przy The Apprentice: Martha Stewart i nad nowym, codziennym programem tele­wizyjnym na żywo i z publicznością stanowiła dobrze wykal­kulowane, ale poważne i głęboko osobiste ryzyko dla mnie i dla firmy. Wiązała się również z ryzykiem dla Marka. Wiem, że są ludzie, którzy słysząc, że zgodziłam się na produkcję The Apprentice, drapali się po głowie ze zdumienia. Ale byli też inni, którzy mówili „świetne&#8221;.</p>
</div>
<div>
<p style="text-align: left;" align="center"><em><strong>MARK BURNETT „WSKOCZ&#8221;</strong></em></p>
<p>Mark Burnett jako producent Eco-Challenge, Survivor, The Apprentice, The Contender, i Rock Star zrewolucjoni­zował telewizję. Jest nazywany młodym Ojcem Telewizji Fak­tu (Reality Tv), zdobył nagrodę Emmy i znalazł się na liście „Entertainment Weekly&#8221; wśród 101 Najbardziej Wpływo­wych Ludzi w Rozrywce. Całkiem nieźle jak na brytyjskiego spadochroniarza bez wyższego wykształcenia, który przyje­chał do Ameryki, mając 600 dolarów, i który, szukając pracy w telewizji, podawał w życiorysie doświadczenie jako niańka, agent ubezpieczeniowy i sprzedawca koszulek na plaży Veni­ce w Kalifornii.</p>
<p>Jak wielu dobrych przedsiębiorców Mark pokonał liczne przeszkody. Pierwszy raz, kiedy próbował sprzedać swój po­mysł na Survivor, przedstawiciele dwóch stacji telewizyjnych popatrzyli na niego dziwnie i odmówili. Ale jego projekt tak bardzo się uwiarygodnił, że obecnie Mark cieszy się zaufa­niem i ma możliwości finansowania różnego rodzaju inno­wacyjnych pomysłów, wliczając w to współpracę ze mną.</p>
</div>
<div>
<p>Podczas moich prawnych przejść, ale jeszcze przed pro­cesem sądowym w 2004 roku, zadzwoniła do mnie bliska przyjaciółka z Los Angeles. Rozmawiała z Markiem i on wy­raził zainteresowanie spotkaniem ze mną. Mówiąc szczerze, byłam zaintrygowana, więc zgodziłam się, i Mark przyleciał do Nowego Jorku. Polubiliśmy się natychmiast. Wydał mi się osobą o dobrym charakterze, optymistyczną, wnikliwą, zde­cydowaną i prostolinijną. Choć był bardzo przejęty moimi sprawami prawnymi, nie stanowiły dla niego problemu. Wy­jaśnił, że oglądał moje programy telewizyjne z dużym zainte­resowaniem i aby rozszerzyć formułę Apprentice, szuka ko­biety, która odniosła już sukces w biznesie. To było bardzo udane spotkanie. Później zaprosiłam go wraz z jego przyja­ciółką, śliczną aktorką Romą Downey, do Skylands, mojego domu w Maine. W czasie weekendu odkryłam, że Mark jest także inteligentny, wesoły i bardzo towarzyski. Wiedziałam, że mogę z nim współpracować.</p>
<p>Ponieważ ten rozdział jest o ryzyku, opowiem teraz o na­stawieniu Marka do tego tematu. Mark napisał książkę Jump in! Even If You Don&#8217;t Know How to Swim (Wskocz! Nawet jeśli nie umiesz pływać). Opisuje w niej jeżące włosy na gło­wie spotkania ze śmiercionośnymi wężami, monsuny i inne niezwykłe przygody, jakie zdarzyły się w czasie kręcenia pro­gramów Survivor i Eco-Challenge. Czytając książkę, uświa­damiasz sobie, że jest on ciężko pracującą, kochającą przy­gody osobą, która nie obawia się zawierzyć przeczuciom. Sam o sobie mówi: „działam instynktownie&#8221;.</p>
<p>Nawet jeśli taka jest prawda, Mark stal się ekspertem te­lewizyjnym w swojej dziedzinie i nie szczędzi ani pieniędzy, ani wysiłku, aby wnieść do swoich programów wszystko, co najlepsze. To jest coś, co bardzo mnie pociąga. Obydwoje je­steśmy ryzykantami, ale różnimy się w dość podstawowy sposób. Wątpię, bym kiedykolwiek po prostu „wskoczyła&#8221;, nie umiejąc pływać, ale gdybym przeczytała książkę, jak pły­wać, to być może bym się zdecydowała. Mark, kierując się instynktem, wskoczyłby i dopiero wówczas pomyślałby, jak płynąć; w podobny sposób zachowuje się, eksplorując pomy­sły i wybierając projekty. Prowadzi także rozległe badania, upewniając się, że realizuje moje zamierzenia w najlepszy możliwy sposób; tak jak używa mapy i kompasu w czasie swoich zachwycających wypraw. „Musisz się skoncentrować na wynikach codziennych działań &#8211; mówi Mark. &#8211; Musisz uważać na każdy krok i sprawdzać, czy jesteś ciągle na szla­ku. Głupi ludzie postanawiają zaryzykować, a później nie uważają. Po prostu ślepo podążają w obranym kierunku&#8221;.</p>
</div>
<div>
<p>Mógłbyś pomyśleć, że zjeżyłam się na pomysł goszczenia w programie The Apprentice. Moja wersja miała być rodza­jem uzupełnienia do oryginalnego i popularnego programu z udziałem Donalda Trumpa. Nigdy nie grałam drugich skrzypiec. MSLO specjalizuje się w tworzeniu i stymulowa­niu pomysłów. Uważałam, że mój przyjaciel Donald w swojej wersji The Apprentice zrobił kawał dobrej roboty. Czy świat chciał, czy nawet potrzebował następnej wersji tego progra­mu? Czy ja naprawdę chciałam naśladować kogoś innego? A co z kontrolą twórczą? Nigdy przedtem nie oddaliśmy jej nikomu. Czy możemy zaufać standardom Marka? Czy jego wymagania okażą się równorzędne z moimi? Czy jego spo­sób działania pokaże moją firmę z najlepszej strony?</p>
</div>
<div>
<p>Polubiłam i obdarzyłam szacunkiem Marka Bur netta od pierwszej chwili. Jego próba przekonania mnie do The Apprentice uczyniła mnie jego klientką i związała z nim. Kie­dy byłam w Alderson, odwiedził mnie kilka razy. W rozmo­wie zainspirował mnie do myślenia o różnego rodzaju no­wych rzeczach, których moglibyśmy spróbować w nowym programie na żywo, i zgodziłam się, aby został moim produ­centem wykonawczym. Przekonał mnie, że jest rzeczywiście ekspertem w przygotowaniu reality show, że jego etyka pracy jest nienaganna, a instynkt nieomylny. Wydawało się także, że rozumie rozległe pole działania mojej firmy, podczas gdy wiele innych osób miało z tym problem. „Ludzie mówili mi, że praca z Marthą to ryzyko &#8211; wspomina dziś Mark. &#8211; Wi­działem jednak, że jej marka ma o wiele więcej spójności i potencjału rozwojowego, niż powszechnie sądzono. Przyj­rzałem się sytuacji i stwierdziłem, że się uda&#8221;.</p>
<p>Praca z Markiem pociągała za sobą pewne interesujące dla mnie decyzje dotyczące mojego wizerunku. Po pierwsze, mówiliśmy o pokazaniu mojej osobowości w programach te­lewizyjnych w zakresie większym niż dotychczas. Mark, po spędzeniu wielu godzin na oglądaniu moich taśm, uznał, że robiłam wrażenie znacznie bardziej zrelaksowanej, kiedy wy­stępowałam jako gość w programach innych ludzi, takich jak: David Letterman, Jay Leno i Conan O&#8217;Brian. Przytoczę kilka innych szczegółów, jakie zauważył: lubię się pośmiać, uwielbiam dobry, psotny żart. Lubię trochę się powygłupiać. Uznał, że należy pokazać mnie także z tej strony. Mark i ja podjęliśmy dobrze wyliczone ryzyko, że nowa, bardziej spontaniczna forma z udziałem publiczności będzie dla mnie wspaniałym sposobem powrotu po wszystkich trudnych do­świadczeniach.</p>
<p>Kiedy doszło do kręcenia The Apprentice: Martha Ste­wart, zdałam sobie sprawę z przydatności tego programu. Uświadomiłam sobie, że zapewni nam innego rodzaju plat­formę do zaprezentowania doskonałości firmy, jej filozofii, przekonań i przywiązania do „dobrych rzeczy&#8221;. Stało się ja­sne, że w ramach „amerykańskiego snu&#8221; stworzyliśmy nie­zwykle oryginalną, bardzo amerykańską firmę. Tak się cie­szę, że ja i Mark zdecydowaliśmy się zaryzykować i że ra­zem wzięliśmy udział w tej telewizyjnej przygodzie. Mark ma ulubione powiedzenie, rodem z Północnej Afryki, które powtarza wszystkim ambitnym przedsiębiorcom, chcącym pójść w jego ślady: „Zanim wybierzesz się w drogę, wybierz dobre towarzystwo&#8221;.</p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyjazneinnowacje.pl/podejmuj-ryzyko-nie-licz-na-przypadek/czy-bylam-gotowa-przebic-trumpa/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Analizowanie codziennego ryzyka</title>
		<link>http://www.przyjazneinnowacje.pl/podejmuj-ryzyko-nie-licz-na-przypadek/analizowanie-codziennego-ryzyka</link>
		<comments>http://www.przyjazneinnowacje.pl/podejmuj-ryzyko-nie-licz-na-przypadek/analizowanie-codziennego-ryzyka#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Apr 2012 13:20:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podejmuj ryzyko, nie licz na przypadek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://przyjazneinnowacje.pl/?p=196</guid>
		<description><![CDATA[Może trochę potrwać, zanim staniesz w obliczu decyzji, czy podjąć ryzyko tak wielkie jak pożyczenie 85 milionów, ale to jest pouczający przykład. Wiąże się ze starym powiedze­niem, że szczęście sprzyja odważnym. Jeśli wypracowałeś niezbędne podstawy i postępowałeś zgodnie z wcześniej wspomnianymi zasadami, powinieneś umieć odróżnić ryzyko do przyjęcia od przypadku i mieć dosyć rozsądku, aby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div>
<p>Może trochę potrwać, zanim staniesz w obliczu decyzji, czy podjąć ryzyko tak wielkie jak pożyczenie 85 milionów, ale to jest pouczający przykład. Wiąże się ze starym powiedze­niem, że szczęście sprzyja odważnym. Jeśli wypracowałeś niezbędne podstawy i postępowałeś zgodnie z wcześniej wspomnianymi zasadami, powinieneś umieć odróżnić ryzyko do przyjęcia od przypadku i mieć dosyć rozsądku, aby dro­biazgowo, pod każdym kątem, przeanalizować nadarzające się możliwości. Czy powinienem podpisać krótkoterminową czy długoterminową umowę najmu? Czy powinienem za­trudnić pracowników, czy zawrzeć umowy z podwykonawca­mi i konsultantami? Czy pożyczyć pieniądze od rodziny i przyjaciół, czy szukać wspólnika? Czy szkolić i uczyć pra­cownika, wiedząc, że może odejść w każdej chwili? Niektóre z tych decyzji mogą wydać się bardzo przyziemne. Należy jednak pamiętać, że właściwa decyzja niekoniecznie wybru­kuje ścieżkę do sławy i bogactwa, ale zła decyzja może być tak kosztowna, że będziesz musiał wycofać się z biznesu.</p>
<p>Jednym z najbardziej podstawowych wyborów, przed któ­rym staje przedsiębiorca, jest decyzja &#8211; „robić czy kupować?&#8221;. Możesz być fachowcem budowlanym, który umie także ukła­dać kafelki. Umiejętność położenia kafelków była źródłem Twoich zysków. Ale wraz z rozwojem popytu musisz zdecydo­wać, czy dalej robić to samemu, czy też zatrudnić dodatkowego pracownika. Wiąże się to z kalkulacją ryzyka. Musisz rozwa­żyć, jak szybko praca ma być wykonana i czy Twój czas nie przynosi więcej zysku, kiedy zajmujesz się ludźmi na tej czy in­nej budowie. Musisz także przeanalizować, jakie masz możli­wości podwykonawstwa. Jeśli jedyny dostępny kafelkarz jest drogi i nie gwarantuje jakości, jakiej wymagasz, będziesz mu­siał znaleźć czas na wykonanie tej pracy samodzielnie, aby nie ryzykować jednocześnie Twojej reputacji i stopy zysków. Jak widzisz, każdy wybór niesie ze sobą element ryzyka, więc trze­ba usiąść i starannie przemyśleć konsekwencje każdej decyzji.</p>
<p>MSLO musiało niedawno podjąć ekscytującą decyzję z cyklu &#8211; „rób albo kup&#8221;. Uświadamialiśmy sobie, że rynek pism poradnikowych dojrzał do dobrej jakości czasopisma, ale jego tematyka i reklama z tego zakresu były tak odlegle od głównego obszaru naszego działania, że zaczynanie od zera nie dawało nam całkowitej pewności sukcesu, jaką mieliśmy w wypadku „Everyday Food&#8221;.</p>
</div>
<div>
<p>„Everyday Food&#8221; było decyzją typu „rób&#8221;. To był pomysł, z którym nosiłam się przez kilka dobrych lat. Obserwowanie ludzi, którzy przywykli do pracy w pewnym formacie &#8211; wiel­kiego, luksusowego wydania „Martha Stewart Living&#8221; &#8211; po­dejmujących wyzwanie zaprojektowania całkowicie innego rodzaju czasopisma było zabawne i ekscytujące. Mieliśmy pod ręką potrzebne środki. Mieliśmy szefów kuchni, kuchen­ne pomieszczenia testowe, dyrektorów artystycznych i bardzo utalentowanych fotografów gotowych do eksplorowania, kre­owania i budowania nowej marki.</p>
<p>Wielu z nas uważało, że czasopismo łączące tematykę ciała i umysłu &#8211; odżywiania, ćwiczeń gimnastycznych i medycyny alternatywnej &#8211; może być ciekawe i ekscytujące. Wśród nas sa­mych odkryliśmy rosnące zainteresowanie tematami takimi jak: joga, masaż, leczenie ziołami, walka ze stresem, strategie po­mocne w podejmowaniu decyzji życiowych lub ułatwiające ru­tynę i pozwalające na zwiększenie czasu na wypoczynek i bycie z rodziną. Wcześniej już myśleliśmy o włączeniu niektórych te­matów do naszych istniejących czasopism, pomimo że za bar­dzo nie pasowały do ich problematyki. I wtedy nadarzyła się świetna okazja. W 2004 roku właściciele pisma „Body+Soul&#8221; zaproponowali nam sprzedanie swojego pisma.</p>
</div>
<div>
<p>Cena była atrakcyjna, ale decyzja wymagała bardzo do­kładnej analizy wszystkich za i przeciw. Ryzyko polegało na tym, że nigdy przedtem nie kupiliśmy czasopisma oraz nie adaptowaliśmy „kupionych w sklepie&#8221; pomysłów i konceptów innych ludzi. Dodatkowo siedziba „Body+Soul&#8221; mieściła się w Bostonie, a my urzędowaliśmy na Manhattanie. Czy to skomplikuje sprawy? „Body+Soul&#8221; miało bardzo dobry ze­spół, ale trzeba było zmienić oprawę graficzną, zwiększyć za­trudnienie i powiększyć budżet. Czy będziemy w stanie zna­leźć odpowiednich ludzi do zrealizowania tych kluczowych elementów? Inną ważną kwestią było to, że to czasopismo nie zajmowało się stylem, smakiem lub upodobaniami, lecz fachowym poradnictwem dotyczącym zdrowia, odżywiania i pielęgnacji ciała. Czy miało właściwe nagłówki i odpowied­nich ekspertów, aby zaspokoić potrzeby odbiorców, których chcieliśmy pozyskać?</p>
<p>Odkryliśmy, że chociaż dziedzina dbałości o ciało i duszę jest bardzo rozwojowa, to jednak ciągle pozostaje na margi­nesie rynku wydawniczego. Stwierdziliśmy także, że istnieje pewna liczba wąsko wyspecjalizowanych czasopism, zajmują­cych się poszczególnymi aspektami tych zagadnień, takimi jak: joga, medycyna alternatywna i upraszczanie stylu życia. Na rozwijającym się rynku ważne jest zaklepanie sobie miej­sca, ale jeśli zrobi się to zbyt wcześnie, to trzeba dużo inwe­stować w rozbudowanie marki i nakład i to jest kosztowne.</p>
<p>W trakcie tych badań przyjrzeliśmy się swoim środkom, aby zobaczyć, czy nie byłoby łatwiej utworzyć własne czaso­pismo. Tak jak w wypadku „Everyday Food&#8221; wyłożylibyśmy pieniądze na zaprojektowanie i zatrudnienie redakcji, a po­tem musielibyśmy zbudować bazę subskrybentów i reklamo- dawców. W wypadku rynku niszowego było to raczej znie­chęcające. Lepszym rozwiązaniem wydawało się przejęcie 230 000 czytelników „Body+Soul&#8221; i uszczęśliwienie ich na nowo. Lepszym wyjściem było przeprojektowanie czasopisma i rozbudowanie tego, co istnieje, pozwalało bowiem uniknąć konkurowania w przeciągnięciu odbiorców do nowo utwo­rzonego czasopisma. Posiadanie istniejącej już bazy czytelni­ków było ostatecznym elementem, który przekonał nas do za­kupu „Body+Soul&#8221; z całym inwentarzem.</p>
</div>
<p>Jak widzisz, nie była to decyzja łatwa, typu „posłuchaj swo­jej intuicji&#8221;. Intuicją można się kierować po przemyśleniu wy­boru &#8211; po analizie, dyskusji, badaniach i wysłuchaniu opinii ze­społu. Na szczęście cena „Body+Soul&#8221; była przystępna, a pro­jekt miał być dla nas także swego rodzaju laboratorium, po­zwalającym doświadczyć, jak radzimy sobie w nowej dziedzi­nie, z nową marką i zarządzaniem na odległość. Jak na razie wszystko wskazuje na to, że podjęliśmy dobrą decyzję. W krót­kim okresie nakład zwiększył się o 80 000 subskrybentów, sza­ta graficzna systematycznie się poprawia, a zawartość tema­tyczna polepsza. Podjęliśmy wykalkulowane ryzyko, że będzie­my w stanie poprawić czyjś pomysł, i dopięliśmy swego! Uzna­liśmy, że można pozostawić oddalonemu zespołowi swobodę twórczej ekspresji &#8211; zapewniając wskazówki jakościowe, z któ­rych słyniemy. Myślę, że zakup „Body+Soul&#8221; okaże się cał­kiem „dobrą rzeczą&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyjazneinnowacje.pl/podejmuj-ryzyko-nie-licz-na-przypadek/analizowanie-codziennego-ryzyka/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wielki zakład finansowy</title>
		<link>http://www.przyjazneinnowacje.pl/podejmuj-ryzyko-nie-licz-na-przypadek/wielki-zaklad-finansowy</link>
		<comments>http://www.przyjazneinnowacje.pl/podejmuj-ryzyko-nie-licz-na-przypadek/wielki-zaklad-finansowy#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Apr 2012 13:20:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podejmuj ryzyko, nie licz na przypadek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://przyjazneinnowacje.pl/?p=194</guid>
		<description><![CDATA[Największym ryzykiem w biznesie są finanse. Może Ci się trafić coś, co wygląda jak życiowa okazja, ale musisz znać wszystkie detale, kontekst, i ograniczenia czasowe, zanim ocenisz, czy ryzyko jest warte podjęcia. To samo dotyczy za­trudniania pracowników lub rozważania zmiany wizerunku firmy. Musisz przeprowadzić dokładną analizę, ustalić, czy zmiana się opłaci i pomoże firmie, czy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div>
<p>Największym ryzykiem w biznesie są finanse. Może Ci się trafić coś, co wygląda jak życiowa okazja, ale musisz znać wszystkie detale, kontekst, i ograniczenia czasowe, zanim ocenisz, czy ryzyko jest warte podjęcia. To samo dotyczy za­trudniania pracowników lub rozważania zmiany wizerunku firmy. Musisz przeprowadzić dokładną analizę, ustalić, czy zmiana się opłaci i pomoże firmie, czy też może w przyszło­ści słono Cię kosztować.</p>
</div>
<div>
<p>Ustalenie, co kwalifikuje się jako ryzyko do zaakceptowa­nia, a co jako nieokreślony przypadek, stanowi dylemat dla wielu przedsiębiorców. To rodzaj wyzwania, które budzi Cię o 2 nad ranem z przyspieszonym biciem serca. W wirze my­śli dotyczących ryzyka związanego z ważną decyzją, prawdo­podobnie będą Cię gnębić pytania: „Dlaczego inni jeszcze te­go nie robią? Czy mam rację i wyprzedzam czas, czy jest ja­kiś błąd w moim toku myślenia? Czy dodaję i odejmuję właściwe liczby? Czy może okazja tak mnie poraziła, że pró­buję zracjonalizować opłacenie jej zbyt wielką sumą? Mówiąc bardziej dosadnie: Czy upadłem na głowę?&#8221;.</p>
<p>Największym ryzykiem finansowym, jakie kiedykolwiek podjęłam, było pożyczenie w 1997 roku 85 milionów dola­rów i kupienie od Time Warner czasopisma „Martha Stewart Living&#8221;. Okazało się to najlepszą inwestycją, jaką kiedykol­wiek poczyniłam. Biznes medialny jest ekscytujący i pełen ry­zyka. Przykładowo, modne czasopismo, przyciągające firmy ogłoszeniowe i czytelników, może w krótkim czasie przynieść bardzo duże zyski, pod warunkiem że wszystko dobrze się układa i wszystkie elementy do siebie pasują. Ale, jak się cza­sem żartuje, zasoby ludzkie firmy wychodzą codziennie z bu­dynku i biorą taksówkę albo wskakują do autobusu. O sukce­sie czasopisma decydują pracownicy: utalentowani redakto­rzy, pisarze, styliści, fotografowie i graficy. Periodyki mają mało fizycznych zasobów kapitałowych, a pracownicy przy­chodzą i odchodzą. Wszystko to utrudnia oszacowanie war­tości wydawnictwa prasowego, kiedy starasz się je sprzedać lub kupić.</p>
<p>W późnych latach 90. nasze czasopismo było bardzo po­pularne, ale bezsprzecznie 85 milionów dolarów stanowiło wielką sumę pieniędzy. Moi przyjaciele i doradcy zadawali sensowne pytania dotyczące ryzyka: „Co się stanie, jeśli te­matyka czasopisma &#8211; styl życia &#8211; wyjdzie z mody? A co, jeśli kluczowe osoby odejdą? A co będzie, gdy ludzie się po prostu znudzą Marthą Stewart?&#8221;.</p>
</div>
<div>
<p>Ponieważ Zasady Marthy były zawsze moim credo, znałam dobre odpowiedzi na te pytania. Zbyt dobrze rozumiałam ten rynek, aby uwierzyć, że zainteresowanie domem może kiedy­kolwiek zniknąć. Wiedziałam, że wszystko, co wiąże się z mieszkaniem, ogrodem i rodziną, właśnie zaczynało ogromny cykl wzrostu. Przygotowywanie żywności, spożywanie posił­ków i przyjmowanie gości &#8211; to nieskończenie interesujące te­maty. Ludzie ciągle szukają nowych sposobów dekorowania i upiększania swojego otoczenia. Zatrudnialiśmy i zatrudniamy wielu utalentowanych, oryginalnych ludzi, którzy chcą uczynić życie codzienne naszych czytelników pięknym, praktycznym i regenerującym. Zawsze potrafiliśmy zaadaptować się do zmian, ponieważ my sami byliśmy i jesteśmy jednocześnie na­szymi klientami. Wierzę w moje własne zaangażowanie w ten projekt.</p>
<p>W tym czasie byłam uznanym ekspertem w szeroko poj­mowanej dziedzinie prowadzenia domu. Dobrze gotowałam, byłam fachowym projektantem i niezłym ogrodnikiem. Moi pracownicy, wraz ze mną, skompletowali dużą i ciągle rosną­cą bibliotekę, która zawiera fotografie, przepisy, projekty do własnego wykonania, porady ogrodnicze, rady dekoratorskie. Zbierając te informacje, stworzyliśmy zasób o trwałej warto­ści, z wielkim potencjałem współdziałania z innymi platfor­mami medialnymi, takimi jak telewizja, radio, rynek wydaw­niczy i prasowy. Gdyby udało nam się zebrać wszystkie te elementy w jednej omnimedialnej firmie, całość byłaby z pew­nością więcej warta niż suma tych elementów. Nie chodziło tylko o posiadanie firmy, chodziło o budowanie marki. Zro­zumiałam, że mamy nasz „świetny pomysł&#8221;.</p>
</div>
<div>
<p>Ekscytacja tym pomysłem okazała się zaraźliwa i droga do jego realizacji łatwa do wytyczenia. Jednak znalezienie 85 mi­lionów dolarów nie było takie łatwe. Początkowo skontakto­wałam się z ludźmi oswojonymi z wielkim ryzykiem &#8211; ban­kierami inwestycyjnymi i prywatnymi inwestorami &#8211; ale szyb­ko zrozumiałam, że na Wall Street złota zasada stoi na głowie. Zamiast: „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe&#8221;, kró­luje pogląd: „Ten, kto ma złoto, dyktuje reguły&#8221;.</p>
<p>Bankierzy inwestycyjni i prywatni inwestorzy nie obawiają się podejmowania ryzyka, ale niekiedy chcą za nie rekompen­saty finansowej, która, szczerze mówiąc, jest oszałamiająca. Spotkałam się z bankierem, który powiedział mi, że chętnie sfi­nansuje tę transakcję w zamian za podział udziałów w propor­cji 70/30. Sądziłam, że znaczy to, że ja miałabym 70 procent, a on 30. Pomimo że uważałam to za bardzo wysokie wymaga­nia, propozycja wydawała mi się znacznie lepsza niż umowy proponowane przez różnych innych finansistów, żądających 50 procent. Wyobrażasz sobie mój szok, kiedy wyjaśnił, że to on chce 70 procent? Zakończyłam to spotkanie bardzo szybko.</p>
<p>Mimo trudności miałam zamiar wprowadzić ten plan w życie i rozważałam każdą możliwą opcję. Ostatecznie zde­cydowałam się na pożyczenie pieniędzy z banku, dając jako zastaw mój osobisty majątek oraz umowy zawarte z Kmartem i innymi partnerami. W tym samym czasie moi prawnicy po przeanalizowaniu planu radzili, abym osobiście nie ręczyła za tę pożyczkę i przyjęła bardziej konserwatywne podejście. Uznali, że jestem lekkomyślna, innymi słowy szalona, i że zbyt wiele zostawiam przypadkowi.</p>
<p>Prawnicy nie byli w swoich opiniach odosobnieni. Inne bliskie mi osoby wyrażały podobne obawy. Odkrywałam nie­przetarte ścieżki, ale wbrew wszystkiemu uznałam je za prze­jezdne. Moja wizja wybiegała poza kupno i kontrolowanie moich czasopism. Ten zakup zapewniał platformę, z której firma mogłaby się rozrastać w różnych kierunkach, oferując użyteczną informację naszym cenionym klientom. Wiedzia­łam, że chociaż dotychczas tego nie robiono, nie znaczyło to wcale, że jest to niewykonalne.</p>
</div>
<p>W początkowych latach posiadania firmy mieliśmy inne ważne problemy. Gdy uruchomiłam codzienny program tele­wizyjny, ostrzeżono mnie, że rosnąca popularność telewizyjna będzie wiązać się ze spadkiem czytelnictwa czasopism. Po co ludzie mieliby kupować gazetę, jeśli mogą mnie widzieć w tele­wizji za darmo? Ale instynkt mówił mi, że buduję więź z od­biorcami. Wiedziałam, że czytelnicy staną się widzami, a wi­dzowie czytelnikami, ponieważ te dwa media uzupełniają się. Nie muszę mówić, że zrealizowałam swoje zamiary i kupiłam firmę od Time Inc. Biznes prosperował i rozwijał się, nowe ini­cjatywy miałam ciągle pod lupą, a dwa lata później staliśmy się firmą giełdową. Spłaciłam wszystkie długi i zobowiązania, akcje firmy poszły w górę i w ciągu nocy stałam się miliarderką. W moim wypadku bycie szaloną rzeczywiście się opłaciło.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyjazneinnowacje.pl/podejmuj-ryzyko-nie-licz-na-przypadek/wielki-zaklad-finansowy/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W interesach ryzyko i przypadek to dwie różne rzeczy</title>
		<link>http://www.przyjazneinnowacje.pl/podejmuj-ryzyko-nie-licz-na-przypadek/w-interesach-ryzyko-i-przypadek-to-dwie-rozne-rzeczy</link>
		<comments>http://www.przyjazneinnowacje.pl/podejmuj-ryzyko-nie-licz-na-przypadek/w-interesach-ryzyko-i-przypadek-to-dwie-rozne-rzeczy#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Apr 2012 13:19:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Podejmuj ryzyko, nie licz na przypadek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://przyjazneinnowacje.pl/?p=192</guid>
		<description><![CDATA[Nikt nigdy nie twierdził, że uruchomienie biznesu jest łatwe. Gdyby tak było, zajmowałoby się tym więcej ludzi. Podobnie nikt nigdy nie powiedział, że prowadzenie biznesu jest łatwe. Gdyby to było prawdą, większość startujących firm utrzymała­by się na rynku. Jednak większość ponosi porażkę. W idealnym biznesie sukces goniłby sukces i firma nigdy by się nie za­chwiała. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nikt nigdy nie twierdził, że uruchomienie biznesu jest łatwe. Gdyby tak było, zajmowałoby się tym więcej ludzi. Podobnie nikt nigdy nie powiedział, że prowadzenie biznesu jest łatwe. Gdyby to było prawdą, większość startujących firm utrzymała­by się na rynku. Jednak większość ponosi porażkę. W idealnym biznesie sukces goniłby sukces i firma nigdy by się nie za­chwiała. W rzeczywistości wiele przedsiębiorstw, wielkich i małych, traci poczucie kierunku, nie raz, a wiele razy.</p>
<p>Biznes to przede wszystkim ryzyko: ocena ryzyka, kontro­lowanie go, panowanie nad nim. Ale czasami także trzeba wziąć głęboki oddech i rozejrzeć się wkoło, a potem zrobić to, co mój przyjaciel Mark Burnett nazywa „skokiem&#8221; &#8211; dzia­łaniem instynktownym, opartym na informacjach lub wykalkulowanym przeczuciu &#8211; wizją niedostrzeganą lub nierozumianą przez innych. Jeśli zaczynasz prowadzić firmę lub roz­wijasz swój biznes, musisz być świadomy, że podobnie jak ja, Ty też jesteś ryzykantem. Należy zawsze zadać sobie pytanie, czy Twój zamiar jest dobrze rozważonym ryzykiem, czy też zdecydowałeś się zdać na to &#8211; co ja nazywam przypadkiem &#8211; na los szczęścia. Osobiście nie lubię zdawać się na los szczę­ścia, ale myślę, że dobrze ocenione ryzyko jest kamieniem węgielnym przedsiębiorczości. Opowiem o kilku rodzajach ryzykownych decyzji, jakie podjęłam, i przedstawię Ci jedne­go z moich ulubionych ryzykantów.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyjazneinnowacje.pl/podejmuj-ryzyko-nie-licz-na-przypadek/w-interesach-ryzyko-i-przypadek-to-dwie-rozne-rzeczy/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Martha z jakimkolwiek nazwiskiem</title>
		<link>http://www.przyjazneinnowacje.pl/coz-ciasto-sie-nie-udalo/martha-z-jakimkolwiek-nazwiskiem</link>
		<comments>http://www.przyjazneinnowacje.pl/coz-ciasto-sie-nie-udalo/martha-z-jakimkolwiek-nazwiskiem#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Apr 2012 13:18:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cóż, ciasto się nie udało?]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://przyjazneinnowacje.pl/?p=189</guid>
		<description><![CDATA[Chciałabym dodać nazwisko Steve&#8217;a Jobsa do listy przed­siębiorców, którzy wierzą, że przezwyciężanie przeszkód nie tylko rozwija charakter, lecz niekiedy prowadzi do czegoś lepszego niż to, co istniało wcześniej. W MSLO, pomimo mojej krótkiej nieobecności, zdołaliśmy zaplanować i wyko­nać wiele ciekawych i świetnych pomysłów &#8211; poczynając od emitowanego na żywo i z publicznością programu telewizyj­nego, a [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div>
<p>Chciałabym dodać nazwisko Steve&#8217;a Jobsa do listy przed­siębiorców, którzy wierzą, że przezwyciężanie przeszkód nie tylko rozwija charakter, lecz niekiedy prowadzi do czegoś lepszego niż to, co istniało wcześniej. W MSLO, pomimo mojej krótkiej nieobecności, zdołaliśmy zaplanować i wyko­nać wiele ciekawych i świetnych pomysłów &#8211; poczynając od emitowanego na żywo i z publicznością programu telewizyj­nego, a kończąc na The Apprentice: Martha Stewart. Zapro­jektowaliśmy wspaniałe meble, pięknie przeprojektowaliśmy nowo zakupione czasopismo „Body+Soul&#8221; i pracowaliśmy nad treścią 24-godzinnego, codziennego programu radiowe­go w satelitarnej stacji radiowej Sirius. Czy zrobilibyśmy te wszystkie rzeczy, gdybyśmy nie byli zmuszeni do refleksji nad tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy? Prawdopodobnie nie.</p>
<p>Możesz mnie nazywać Martha Kostyra lub Martha Ste­wart, a nawet M. Diddy. Nigdy nie byłam bardziej dumna z mojej firmy i nie patrzyłam w przyszłość z większym opty­mizmem.</p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyjazneinnowacje.pl/coz-ciasto-sie-nie-udalo/martha-z-jakimkolwiek-nazwiskiem/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kiedy „dobra rzecz&#8221; wydaje się problemem</title>
		<link>http://www.przyjazneinnowacje.pl/coz-ciasto-sie-nie-udalo/kiedy-%e2%80%9edobra-rzecz-wydaje-sie-problemem</link>
		<comments>http://www.przyjazneinnowacje.pl/coz-ciasto-sie-nie-udalo/kiedy-%e2%80%9edobra-rzecz-wydaje-sie-problemem#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Apr 2012 13:18:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cóż, ciasto się nie udało?]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://przyjazneinnowacje.pl/?p=187</guid>
		<description><![CDATA[Chcę podzielić się z Tobą kilkoma spostrzeżeniami jedne­go z najsłynniejszych amerykańskich przedsiębiorców Steve&#8217;a fobsa, założyciela Apple Computer. Steve przemawiał na rozpoczęciu roku akademickiego w Stanford w 2005 roku i dzięki uprzejmości jednego z przyjaciół otrzymałam tekst tego przemówienia. Podczas swych pierwszych lat w college&#8217;u Steve czul się zagubiony i nieukierunkowany. Mając po­czucie winy w związku [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Chcę podzielić się z Tobą kilkoma spostrzeżeniami jedne­go z najsłynniejszych amerykańskich przedsiębiorców Steve&#8217;a fobsa, założyciela Apple Computer. Steve przemawiał na rozpoczęciu roku akademickiego w Stanford w 2005 roku i dzięki uprzejmości jednego z przyjaciół otrzymałam tekst tego przemówienia. Podczas swych pierwszych lat w college&#8217;u Steve czul się zagubiony i nieukierunkowany. Mając po­czucie winy w związku z kosztami czesnego, uznał że najle­piej zrobi, rzucając studia. Pasjonował się komputerami i wraz ze swoim przyjacielem Stevern Wozniakiem zaczęli pracę jak klasyczni garażowymi wynalazcy. Razem zbudowa­li Apple Computer &#8211; firmę, która rozwijała się w niesłycha­nym tempie. W ciągu 10 lat osiągnęła sprzedaż wartości 2 miliardów dolarów i zatrudniała 4000 pracowników. W 1985 roku firma uzyskała świetne wyniki w sprzedaży komputerów Macintosh. „I wtedy mnie wyrzucili&#8221; &#8211; powie­dział Steve do studentów w Stanfordzie. „Jak możesz zostać wyrzucony z firmy, którą sam otworzyłeś?&#8221;.</p>
<p>Steve wyjaśnił, że w tym czasie Apple zatrudniło do kiero­wania biznesową częścią firmy dyrektora, uprzednio zajmują­cego się sprzedażą napojów orzeźwiających. Współpraca między dyrektorem i Stevern układała się dobrze, dopóki nie doszło do pierwszego spięcia. Trzymając stronę dyrektora, rada nadzorcza doszła do wniosku, że najlepszym wyjściem dla firmy byłoby zwolnienie Steve&#8217;a. I w taki oto sposób, ma­jąc 30 lat, został zwolniony z firmy, która przez 10 lat była jego życiem. „To, co było treścią mojego dorosłego życia, mi­nęło i nie mogłem się pozbierać&#8221; &#8211; powiedział studentom. Możesz sobie wyobrazić, dlaczego to przemówienie tak bar­dzo mi się podobało.</p>
<p>Steve opisał okres smutku, przez jaki przeszedł, ale opowie­dział także o przebudzeniu, jakiego doświadczył, które dopro­wadziło do utworzenia nowej firmy komputerowej NeXT, a później fantastycznej firmy animacyjnej Pixar. Zakochał się też i ożenił. I wówczas stało się coś niewiarygodnego &#8211; Apple kupiło NeXT. Nagle Steve znowu kierował Apple. „Nie zdawa­łem sobie wtedy z tego sprawy, ale okazało się, że wyrzucenie z Apple było najlepszą rzeczą, jaka mogła mi się przydarzyć&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyjazneinnowacje.pl/coz-ciasto-sie-nie-udalo/kiedy-%e2%80%9edobra-rzecz-wydaje-sie-problemem/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zastanów się, co odciąć, a co zatrzymać</title>
		<link>http://www.przyjazneinnowacje.pl/coz-ciasto-sie-nie-udalo/zastanow-sie-co-odciac-a-co-zatrzymac</link>
		<comments>http://www.przyjazneinnowacje.pl/coz-ciasto-sie-nie-udalo/zastanow-sie-co-odciac-a-co-zatrzymac#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Apr 2012 13:18:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cóż, ciasto się nie udało?]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://przyjazneinnowacje.pl/?p=185</guid>
		<description><![CDATA[Czasami, kiedy sprawy wyglądają niełatwo, najtrudniejszą decyzją jest wybór, co zatrzymać, a co odciąć, co sprzedać, a co wyrzucić. Dlatego dokładna ocena jest tak ważna. Przyj­rzyj się szczególnie dokładnie samemu problemowi &#8211; czy da­ne przedsięwzięcie jest rzeczywiście zrujnowane, czy tylko zniszczone i nadające się do naprawy? Pomiędzy tymi dwo­ma stanami jest wielka różnica. I staraj [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czasami, kiedy sprawy wyglądają niełatwo, najtrudniejszą decyzją jest wybór, co zatrzymać, a co odciąć, co sprzedać, a co wyrzucić. Dlatego dokładna ocena jest tak ważna. Przyj­rzyj się szczególnie dokładnie samemu problemowi &#8211; czy da­ne przedsięwzięcie jest rzeczywiście zrujnowane, czy tylko zniszczone i nadające się do naprawy? Pomiędzy tymi dwo­ma stanami jest wielka różnica. I staraj się skoncentrować na sednie Twojego biznesu &#8211; jego sercu i duszy.</p>
<p>Złóżmy jeszcze raz wizytę w kwiaciarni. Jeśli zawiedziesz pannę młodą w dniu ślubu, musisz liczyć się ze skutkami rzutującymi na Twoją reputację. Panna młoda i jej rodzina będą wściekli. Dla Twojej firmy straty z powodu upublicznie­nia klęski mogą być znacznie większe niż zamknięcie sklepu na jeden dzień. Ten mały kryzys może Ci pomóc w uświado­mieniu sobie, że na tym etapie rozwoju nie możesz dłużej prowadzić zarówno specjalnych zamówień, jak i sklepu. Pod­jęcie dobrej decyzji wymaga dokonania szacunków, być może nawet porady zaufanych osób.</p>
<p>Co by się stało, gdyby MSLO podczas moich kłopotów zde­cydowało się zmienić nazwę na coś tak ogólnego jak Good Things Incorporated? Albo gdyby zakupili inne firmy, niemające nic wspólnego z naszymi podstawowymi kompetencjami &#8211; egzotyczny ośrodek wypoczynkowy lub firmę obuwniczą &#8211; po to, aby odróżnić się od marki, którą osobiście reprezentowa­łam? Gwarantuję Ci, że takie posunięcia byłyby równie non­sensowne jak moja zmiana nazwiska z powrotem na Martha Kostyra. Mój wizerunek i moje nazwisko są całkowicie splecio­ne z marką. W zamian zrobiliśmy coś innego &#8211; zaufaliśmy na­szym klientom, że będą w stanie oddzielić moje indywidualne kłopoty od tego, co reprezentowała marka. Kontynuowaliśmy ciężką pracę, aby utrzymać siłę nazwy, która była sercem i du­szą marki.</p>
<p>Produkująca gitary firma Gibson jest dobrym przykładem tej lekcji. Kiedy musieli się zmierzyć z konkurencją i innymi problemami, zamiast podtrzymywać i wspierać swoją cenioną reputację, kierownictwo zastosowało strategię obniżania cen. To okazało się złym wyborem. Odbudowanie renomy firmy jako producenta wysokiej jakości gitar było dobrą decyzją. Bardzo rzadko zdarza się, aby problemy firmy można było rozwiązać przez odrzucenie tego, z czego jest znana.</p>
<p>Są jednak przykłady firm, które zmieniły swój profil, a nawet produkcję, pozostając wierne wartości, jaką klienci wiązali z marką. Jedną z takich firm jest Abercrombie &amp; Fitch. W 1982 roku firma znana jako Abercrombie &amp; Fitch produkowała fan­tastyczne ubrania sportowe, godne polowania na lisy lub strzela­nia sportowego w czasie weekendu na zamku w Windsorze. Sklep był odwiedzany przez podróżników światowej sławy a lu­dzie z wyższych sfer kupowali tam swoje bryczesy i ubrania tu­rystyczne. Niestety, w latach 60. i 70. marka podupadła i ostat­nie sklepy zamknięto w 1976 roku. Rynek bardzo drogich arty­kułów sportowych ustąpił placu sprzedawcom detalicznym i producentom specjalizującym się w technologicznie zaawanso­wanych materiałach. Nowa i dobrze prosperująca firma The Li­mited uznała, że nazwa Abercrombie dobrze brzmi i ciągle jesz­cze znaczy coś w wyższych sferach, i zdecydowała się zakupić markę. Przepozycjonowali się na markę młodzieżową, z bardzo modnymi ubiorami nastawionymi na klientów z większymi wy­maganiami. Firma zaczęła sprzedawać akcje w 1996 roku i od tego czasu nowy Abercrombie cieszy się wielkim powodzeniem wśród młodej generacji jako dostawca modnych, młodzieżo­wych ubrań sportowych.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.przyjazneinnowacje.pl/coz-ciasto-sie-nie-udalo/zastanow-sie-co-odciac-a-co-zatrzymac/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

